niedziela, 20 listopada 2016

"Porwana pieśniarka" Danielle L. Jensen


„Porwana pieśniarka” Danielle L. Jensen to jedna z tych książek, do których przeczytania głównie popchnęła mnie intuicja. Wiecie, to uczucie, kiedy patrzy się na okładkę i po prostu czuje, że to jest to. To jest coś, co z całą pewnością nam się spodoba. I cóż mogę powiedzieć – miałam rację!


Od pięciu stuleci trolle nie mogą opuszczać miasta pod ruinami Samotnej Góry. Więzi je klątwa czarownicy. Przez wieki wspomnienia o ich mrocznej i złowrogiej magii zatarły się w ludzkiej pamięci. Niespodziewanie pojawia się przepowiednia o związku, który złamie potężne zaklęcie. W Cécile de Troyes rozpoznano kobietę z przepowiedni. Zostaje więc porwana i uwięziona pod górą. Od pierwszej chwili w podziemnym mieście dziewczyna myśli tylko o jednym – o ucieczce. Trolle, które ją uprowadziły, są jednak inteligentne, szybkie i nieludzko silne. Porwana musi czekać na właściwy moment i stosowną okazję.
Z biegiem czasu dzieje się coś niezwykłego – w sercu Cécile kiełkuje uczucie do tajemniczego księcia, z którym została związana ślubem. Dziewczyna poznaje kolejne osoby, nawiązuje przyjaźnie i powoli uzmysławia sobie, że może być jedyną nadzieją dla mieszańców zniewolonych przez trolle czystej krwi. W mieście wybucha bunt. A Tristan, jej książę i przyszły król, jest jego tajnym przywódcą.
W miarę zanurzania się w świat skomplikowanych intryg politycznych podziemnego świata Cécile przestaje być córką prostego rolnika, staje się księżniczką, nadzieją całego ludu i czarownicą obdarzoną mocą dość potężną, by na zawsze zmienić Trollus, podziemne miasto. *
Moje skojarzenia z trollami zawsze były raczej negatywne. Jak się jednak szybko okazało, wszystko co myślałam, że o nich wiem się tu nie sprawdziło. Znalazłam się w zupełnie dla mnie nowym świecie i od pierwszej strony wsiąkłam w niego bez reszty. Autorka nie tylko pozwoliła mi się zakochać w pięknie Trollus, ale także w jego historii, a ta jest równocześnie intrygująca i zagmatwana

Bohaterowie „Porwanej pieśniarki” to mieszanina przeróżnych charakterów. Dobrych i złych. Tych naiwnych, ale i przebiegłych, a nawet okrutnych. Każdy z nich ma swoją własną historię, w ich życiu wydarzyły się konkretne rzeczy, które wpłynęły na to jacy są, a czytelnik doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Być może nie we wszystkich kwestiach bohaterowie, czy nawet sama historia, uniknęli odrobiny naiwności czy przerysowania, a jednak wszystko w proporcjach łatwych do zignorowania.  

Cécile to jedna z tych bohaterek, co wolą walczyć i mówić co myślą akceptując konsekwencję z tym związane, niż siedzieć cicho i poddać się losowi. Jak na młodą kobietę wyróżnia ją inteligencja, a także niebywała odwaga. Miewa również słabsze momenty, dopada ją nastoletnia naiwność, ale to przecież zupełnie ludzkie. Kiedy trzeba Cécile jest wstanie stanąć na wysokości zadania i to liczy się najmocniej. To stanowczo jedna z tych bohaterek young adult, które doceniam najbardziej. 

Rola Tristiana jest równie intrygująca, lecz w nieco innym sensie. Ten młody zastępca tronu jest rozdarty pomiędzy tak wieloma aspektami swojego życia, że pozostanie przy zdrowych zmysłach dla normalnego człowieka wydaje się niewykonalne. W jego krwi płynie jednak odwaga i dobro, nie można temu zaprzeczyć. Obserwowanie gry jaką prowadzi ze swoim otoczeniem było dla mnie niebywale przyjemne. W dodatku Tristian to ten typ męskiego protagonisty, który z łatwością potrafi skruszyć nawet najtwardsze czytelnicze serce. 

Jak dla mnie „Porwana pieśniarka” to książka dla wszystkich wielbicieli fantastycznych światów i mitologicznych stworzeń. W końcu mam już swoje lata, w żadnym razie nie można mnie już zaliczyć do kategorii young adult, a jednak bawiłam się na tej książce doskonale. 

Podsumowując; „Porwana pieśniarka” ma w sobie cudowną kombinacje tego, co w książkach kocham najbardziej. Piękny, bogaty świat pełen magii, gdzie fantazja czytelnika ma równie wielkie znaczenie, jak warsztat pisarski autora. Pełnokrwistych bohaterów, jednych się lubi, drugich nie, ale każdy z nich czymś się wyróżnia, jest jakiś, a co za tym idzie, wzbudza w czytelniku emocje. Wątek romantyczny choć ustawiony w centralnym miejscu całej powieści, wcale nie dominuje. Nie ma tak częstego i irytującego mnie motywu miłości od pierwszego wejrzenia. Ich uczucie jest przysłowiową wisienką na torcie dodającą smaczku całości. 

Gorąco polecam!

*Opis wydawcy


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz