poniedziałek, 26 grudnia 2016

"Behawiorysta" Remigiusz Mróz


Ja i kryminały to ciężki temat. Choć chciałabym częściej po nie sięgać, wciąż bywam ostrożna, a wszystko przez to, że bardzo często mnie zwyczajnie nudzą. Przeważnie nie chodzi o samą historie, a wolny bieg wydarzeń. Żmudne śledztwa, ciągłe pogadanki o tym jaki jest ten nasz przestępca super hiper niebezpieczny. Patrząc na podobne historie jako całość, często jestem zachwycona, ale czytanie ich? O nie. W 80% przypadków jestem śmiertelnie znudzona i poddaje się jeszcze zanim dotrę do chociażby połowy. Z tego właśnie względu moją ulubioną książką Remigiusza Mroza był „Chór zapomnianych głosów”. Był, bo odkąd odważyłam się sięgnąć po „Behawiorystę” absolutnie wszystko się zmieniło. Oczywiście te książki są w dwóch różnych kategoriach... ale jednak.

„Zamachowiec zajmuje przedszkole, grożąc, że zabije wychowawców i dzieci. Policja jest bezsilna, a mężczyzna nie przedstawia żadnych żądań. Nikt nie wie, dlaczego wziął zakładników, ani co zamierza osiągnąć. Sytuację komplikuje fakt, że transmisja na żywo z przedszkola pojawia się w internecie.
Służby w akcie desperacji proszą o pomoc Gerarda Edlinga, byłego prokuratora, który został dyscyplinarnie wydalony ze służby. Edling jest specjalistą od kinezyki, działu nauki zajmującego się badaniem komunikacji niewerbalnej. Znany jest nie tylko z ekscentryzmu, ale także z tego, że potrafi rozwiązać każdą sprawę. A przynajmniej dotychczas tak było…
Rozpoczyna się gra między ścigającym a ściganym, w której tak naprawdę nie wiadomo, kto jest kim.”*

„Behawiorysta” mnie zaskoczył. Choć po prawdzie bardziej zaskoczył mnie sam autor. Z jakiegoś powodu w ogóle się nie spodziewałam, że zdecyduje się pójść aż tak daleko w tej historii. Dzieci z przystawionymi do głów lufami zawsze wzbudzają silne emocje, ale to, co działo się ze mną podczas czytania tej książki przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Krew  i wszelkiej maści wynaturzenia to można powiedzieć już coś... znajomego. Do tej mieszanki autor postanowił jednak dodać jeszcze ogromną inteligencję oraz poczucie misji naszego przestępcy, a to coś, co mnie osobiście najbardziej przeraża. 

W dodatku, co zaliczam do jednych z najważniejszych plusów książki, możemy poznać morderce nie tylko z punktu widzenia ludzi, którzy go ścigają. Widzimy go również oczami jego ofiar, jak i jego własnymi. To coś, czego brakowało mi w wielu kryminałach, których nie udało mi się doczytać. Mam słabość do tych wszystkich pokręconych umysłów, od zawsze budzili moją ciekawość. Niestety nie wszyscy potrafią ich opisywać tak dobrze, jak zrobił to Remigiusz Mróz. W „Behawiorystę” wsiąkłam bez reszty, przy okazji przeklinając rzeczywistość i dorosłość, że nie mogę po prostu zarwać nocy i tylko czytać i czytać, aż dotrę do końca i wszystko stanie się jasne. No cóż... kiedyś, niestety, należy dorosnąć.

Idąc dalej. Po średnio udanym spotkaniu z „Kasacją” i jej irytującymi mnie bohaterami, miałam delikatne obawy, że ci z „Behawiorysty” mogą podzielić ich los. Na całe szczęście nic podobnego się nie wydarzyło. Gerard Edling to specyficzny mężczyzna wzbudzający w czytelniku szereg przeróżnych emocji, ale jeśli idzie o mnie, nie było w nim niczego, co by mi przeszkadzało. Był ekscentryczny, momentami wręcz dziwaczny, ale nie działał mi na nerwy. Zupełnie. Mogłam w spokoju docenić jego zalety i potępić wady. Z całą pewnością pasował też do mordercy, co może i brzmi dziwnie, ale tych dwoje stanowi idealny duet, nie ma co zaprzeczać. 

A sam morderca? Mówienie o nim w pozytywnym sensie w jakiś sposób mi nie pasuje. Wiecie, to jak chwalić terrorystę za to, jak ciekawą jest jednostką. Ale taki właśnie jest człowiek zdolny nacisnąć spust i zabić. I to nie jeden raz. On i jego historia to jak puzzle, które czytelnik stara się złożyć w całość, ale wciąż brakuje mu jakichś kawałków. Istotnych kawałków. A kiedy w końcu je odnajduje... Powiedzmy, że samo zakończenie ma dwa poziomy i choć jeden z nich udało mi się przewidzieć, to drugi kompletnie mnie zaskoczył. Powinnam się już do tego przyzwyczaić, w końcu to Mróz, a jednak wciąż daje się mu podejść. 

Podsumowując; „Behawiorysta” to z całą pewnością najmroczniejsza i najbardziej krwawa powieść Remigiusza Mroza, przynajmniej z tych, które czytałam. W mojej ocenie również najlepsza w kategorii kryminał/thriller. Autor całkowicie porzucił ostrożność, sięgając w bardzo ciemne i przerażające miejsca jego wyobraźni. Jak dla mnie – wyszło znakomicie. Dostałam od tej książki dokładnie to, na co skrycie liczyłam i na co liczę zawsze, gdy sięgam po kryminał. Wartką akcje, ciekawych bohaterów, napięcie i zaskoczenie na sam koniec. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak z całego serca polecić Wam „Behawiorystę”. 

*Opis wydawcy




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz