niedziela, 4 grudnia 2016

"Potomkowie" Tosca Lee


Tosca Lee to jedna z tych autorek, której książki miały na mnie ogromny wpływ. „Diabeł. Autobiografia” czy „Havah: The Story of Eve” to tytuły o jakich nigdy nie zapomnę, bo wstrząsnęły moim czytelniczym światem. I to nie tylko poprzez genialne historie zmuszające czytelnika do zajrzenia w głąb samego siebie i skonfrontowania się z rzeczami o jakich nie zawsze dużo się myśli, ale i specyficzny styl pisania autorki. Z tego względu „Potomkowie” byli dla mnie lekturą obowiązkową. Podchodziłam do niej ze spokojem i entuzjazmem, w końcu to Tosca Lee... Niestety nawet naszym ulubionym autorom zdarzają się potknięcia.  

Po przebudzeniu nie pamiętasz nic. Nie wiesz, jak się nazywasz i skąd pochodzisz. Nie rozpoznajesz twarzy ludzi, których kiedyś znałaś. Masz tylko ostrzeżenie, które napisałaś do siebie samej, zanim wymazałaś z pamięci całą przeszłość: Emily, to ja. Ty.
Nie pytaj o dwa minione lata… Nie szukaj ich w pamięci i nie staraj się grzebać w przeszłości. Od tego zależy twoje życie. Życie innych ludzi również.
Tak przy okazji, nie masz na imię Emily…
Masz 21 lat i zaczynasz wszystko od początku w obcym miejscu, z nowym imieniem i nowym życiem. Aż nadchodzi dzień, w którym nieznajomy mówi ci, że jesteś potomkinią Krwawej Hrabiny Elżbiety Batory, największej morderczymi wszech czasów. I jesteś ścigana. Nie wierzysz mu, dopóki zabójca naprawdę się nie pojawia. Uciekasz. Wszystkie odpowiedzi leżą w przeszłości, którą postanowiłaś pogrzebać. Tylko jedno wiesz na pewno: twoi bliscy zginą, jeśli nie odzyskasz utraconych wspomnień. Jednak by ocalić innych, musisz najpierw sama nie dać się zabić…*
Przez 1/3 książki byłam zachwycona. Wszystko zaczęło się od mocnego uderzenia, potem nastąpiły wstrząsy wtórne i niezliczone turbulencję. O co tu właściwie chodzi? Komu ufać? Co takiego się wydarzyło, że Emily postanowiła usunąć własną pamięć? Mój mózg był rozgrzany do czerwoności próbując połączyć ze sobą te wszystkie kropeczki pozostawiane po drodze.  Potem do tego dołączył wątek paranormalny... i zaczęły się zgrzyty. 

Nie zrozumcie mnie źle. To jest właśnie Tosca Lee, którą tak bardzo cenię. Trochę historii, trochę mitu, teorii narosłych przez lata, a na koniec szczypta własnych modyfikacji i voilà! Elektryzująca mieszanka gotowa. Powinnam być zachwycona. Powinnam wychwalać tę książkę pod same niebiosa. Tylko, że coś mi się tu ze sobą pogryzło. 

Problem? Bohaterowie. Mam wrażenie, że nikogo nie udało mi się poznać na tyle dobrze, bym mogła poczuć z nimi jakąś więź. Odnoszę wręcz wrażenie, że większość z nich po prostu spadła z nieba. Pstryk i mamy kolejnego potrzebnego fabule bohatera. Ich motywy były często dla mnie  niezrozumiałe, nie wspominając już nawet o uczuciach, które zostały zwyczajnie spłycone, czego nie mogę Tosce wybaczyć. W dodatku wątek romantyczny trąci tandetą, choć swój potencjał miał. Gorące romanse to absolutnie nie w stylu autorki, zdaje sobie z tego sprawę, a jednak można to było jakoś inaczej poprowadzić. A może inaczej opisać? Wyszło papierowo. Żadnego budowania relacji, po prostu kolejne pstryknięcia po którym następowały zdarzenia. I jakby tego było mało, każda relacja pomiędzy bohaterami wyglądała podobnie. Po prostu była. Dlaczego? Bo tak. I koniec dyskusji. 

Po minięciu tej 1/3 książki czułam się jakbym czytała średnio udany debiut, gdzie autor skupił się na głównym wątku, by utrzymać konsternację czytelnika, zupełnie zapominając o bohaterach. A to przecież oni są nośnikiem emocji, które powinny przechodzić na czytelnika. Tymczasem jedyne, co udało się autorce osiągnąć to to, że w gruncie rzeczy naprawdę nie wiadomo komu można ufać. Poza tym czytanie tej książki to jak oglądanie filmu klasy B. Niby potencjał jest, niby fabularnie nie jest źle, a jednak coś tu nie gra. Zdjęcia nie takie, gra aktorska kuleje, a to, co powinno być uwypuklone ginie gdzieś pod stertą mniejszego bądź większego absurdu.

Podsumowując; „Potomkowie” byli dla mnie lekturą niebywale nierówną. Czytając przechodziłam ze skrajności w skrajność, co doprowadzało mnie do szału, ale pewnie też uchroniło tę książkę przed odłożeniem jej na półkę w połowie. Raz byłam kompletnie pochłonięta wydarzeniami, a zaraz potem boleśnie znudzona. Bardzo mnie to boli i wolałabym napisać zupełnie coś innego, o wiele bardziej pozytywnego, jednak jak dla mnie „Potomkowie” to historia pełna potencjału, niestety w takim wykonaniu brakuje temu duszy. 

*Opis wydawcy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz